Pierwszy festiwal muzyczny z noclegiem na polu namiotowym pamięta się do końca życia, czasem z powodów, które dało się przewidzieć. Zmarznięta noc, bo śpiwór był na lato kalendarzowe, nie na lipiec nad rzeką. Namiot rozbity w dolince, która o trzeciej nad ranem została jeziorem. Kilkanaście festiwali później moja lista pakowania mieści się na jednej kartce i dzielę się nią z czystym sumieniem.
Checklista, która przetrwała próby terenowe
- Namiot o jedno miejsce większy niż liczba śpiących. Dwójka w dwuosobowym namiocie mieszka z plecakami na nogach.
- Śpiwór z komfortem do 5 stopni, nawet w środku lata. Nad ranem na polu bywa zimniej niż w prognozie dla miasta.
- Karimata albo dmuchany materac plus łatka. Materac bez łatki to loteria z twardym podłożem.
- Zatyczki do uszu i opaska na oczy. Pole namiotowe nie śpi nigdy, wy powinniście.
- Powerbank od 20000 mAh wzwyż. Ładowarki festiwalowe istnieją, ale kolejki do nich rosną szybciej niż pod sceną.
- Buty na deszcz i klapki na prysznic. Dwie pary, żadna z nich nie jest tą trzecią, eleganckią, której nie założycie ani razu.
- Mała apteczka: plastry na odciski, elektrolity, coś od bólu głowy. Punkt medyczny jest, ale szkoda na niego wieczoru.
- Gotówka w dwóch kieszeniach. Terminale na festiwalach padają dokładnie wtedy, kiedy jesteście najbardziej głodni.
Gdzie rozbić namiot: geografia pola namiotowego
- Przyjedźcie przed wieczorem pierwszego dnia. Po zmroku zostają miejsca przy toaletach i przy głównej alejce, czyli dwa najgorsze adresy.
- Szukajcie lekkiego wzniesienia. Woda po burzy spływa w dolinki i zostaje tam na resztę weekendu.
- Trzymajcie się w rozsądnej odległości od prysznicy: dość blisko, żeby dojść, dość daleko, żeby nie słuchać kolejki od szóstej rano.
- Zapamiętajcie punkt orientacyjny, a najlepiej dowiążcie coś widocznego do namiotu. O drugiej w nocy wszystkie zielone namioty są tym samym namiotem.
Dwa pytania od debiutantów
Jedzenie ze sobą czy foodtrucki?
Mieszanie strategii działa najlepiej: śniadania własne, bo poranne kolejki są najdłuższe, obiady i kolacje z foodtrucków. Słoik masła orzechowego i chleb tostowy uratowały więcej festiwalowych poranków niż niejeden koncert.
Co z wartościowymi rzeczami?
Zasada jest brutalna: na pole namiotowe zabiera się rzeczy, których utratę da się przeboleć. Dokumenty i karta w saszetce przy sobie, dzień i noc. Reszta zostaje w domu albo w depozycie, jeśli festiwal go prowadzi.
Dobrze spakowany plecak robi z festiwalu to, czym miał być: trzy dni muzyki, nowych ludzi i wolności od codzienności. Źle spakowany robi z niego kurs przetrwania z biletem. Wybór, na szczęście, zapada jeszcze w domu.
Barbara Kwiatkowska
Reporterka kulturalna. Chodzi na wszystko, co dzieje się po zmroku: kina plenerowe, noce muzeów, festiwale. Program czyta od końca, żeby trafiać tam, gdzie nie ma tłumów, a bilet kupuje na wydarzenia, o których większość jeszcze nie słyszała. Zbiera bilety wstępu z całego kraju i twierdzi, że po nich najlepiej widać, jak zmieniało się polskie życie kulturalne przez ostatnią dekadę.


