Sprzedaż rękodzieła na jarmarku: pierwsze stoisko bez wpadek

Rozmawiam z wystawcami od lat, zwykle po drugiej stronie stołu, jako kupujący. Ale pytanie, które słyszę od znajomych rękodzielników, wraca regularnie: czy sprzedaż rękodzieła na jarmarku w ogóle się opłaca? Odpowiedź brzmi: tak, jeśli policzycie wszystko przed, a nie po. Poniżej rachunek i kilka obserwacji zebranych od ludzi, którzy stoją za stołami naprawdę długo.

Ile kosztuje stoisko: rachunek przed startem

Pozycja Typowy koszt
Opłata za miejsce (jarmark weekendowy) od 100 do 400 zł, świąteczne w dużych miastach znacznie więcej
Stół, krzesło, zadaszenie (jeśli nie w cenie) jednorazowo 200 do 500 zł
Ekspozycja: stojaki, obrusy, oświetlenie na baterie 100 do 300 zł na start
Kasa fiskalna albo terminal zależnie od formy działalności, od zera do kilkuset zł
Dojazd, jedzenie, parking 50 do 150 zł dziennie

Prosty wniosek z tabeli: żeby wyjść na zero przy stoisku za 200 złotych i kosztach dnia 100 złotych, musicie sprzedać towar z marżą pokrywającą 300 złotych, zanim zarobicie pierwszą złotówkę dla siebie. Dlatego doświadczeni wystawcy wybierają jarmarki tematyczne, gdzie przychodzi ich klient, a nie największe, gdzie przychodzą wszyscy.

Cena, która się broni

  1. Policzcie koszt materiałów i pomnóżcie przez trzy. To minimum, poniżej którego dopłacacie do własnej pracy.
  2. Doliczcie godziny. Stawka niższa niż w markecie za kasą to sygnał, że coś jest źle wycenione.
  3. Zróbcie trzy półki cenowe: coś do 30 zł na zakup impulsowy, środek oferty i jedną rzecz drogą, która ustawia postrzeganie reszty.
  4. Ceny piszcie wyraźnie. Połowa kupujących nie zapyta o cenę, tylko odejdzie.

Ekspozycja i rozmowa: drobiazgi, które sprzedają

  • Wysokość. Towar leżący płasko na stole ginie. Skrzynki, stopnie i stojaki podnoszą rzeczy do poziomu wzroku i podwajają zainteresowanie.
  • Historia przy produkcie. Kartka z trzema zdaniami o tym, jak powstaje rzecz, robi robotę, na którą nie starcza czasu w rozmowie.
  • Coś do dotknięcia. Ludzie kupują rękodzieło rękami. Egzemplarz pokazowy, który wolno wziąć, zwiększa sprzedaż tego zapakowanego.
  • Wizytówki albo kod do profilu. Połowa klientów wraca po tygodniu, ale tylko wtedy, gdy ma jak was znaleźć.

Błędy debiutantów, o których mówią wszyscy wystawcy

  • Za dużo asortymentu. Dwadzieścia rodzajów wszystkiego wygląda jak wyprzedaż garażowa. Trzy dopracowane linie wyglądają jak marka.
  • Siedzenie za stołem z telefonem. Stojący wystawca, który mówi dzień dobry, sprzedaje kilka razy więcej. To niesprawiedliwe i prawdziwe.
  • Brak drobnych i brak terminala jednocześnie. Utracona sprzedaż boli najbardziej wieczorem, przy liczeniu.

I na koniec: pierwszy jarmark traktujcie jak płatne badanie rynku. Notujcie, o co ludzie pytają, przy czym się zatrzymują i co biorą do ręki. Ta wiedza jest warta więcej niż utarg, a sprzedaż rękodzieła zaczyna się opłacać zwykle od trzeciego, czwartego wystawienia, kiedy wracają pierwsi klienci.

TL
O autorze

Tomasz Lis

Kolekcjoner z kilkunastoletnim stażem na targach staroci i giełdach płyt. Ceny zna lepiej niż niejeden sprzedawca, a po okazje wstaje o świcie, żeby zdążyć przed tłumem. Zbiera stare narzędzia, mosiężne lampy i winyle, głównie polski jazz z lat siedemdziesiątych. Twierdzi, że najlepsze znaleziska trafiają się nie na targach, a przy okazji sprzątania cudzych strychów.