Targ staroci rządzi się prostą zasadą: wszystko, co najlepsze, znika przed dziewiątą, a wszystko, co najtańsze, kupuje się po trzynastej. Między tymi godzinami rozciąga się spacer, który też ma swoją wartość, ale rzadko kończy się okazją. Zbieram stare narzędzia i lampy od kilkunastu lat, więc pozwolę sobie na krótki kurs dla tych, którzy dopiero zaczynają.
Godzina ma znaczenie
Handlarze i kolekcjonerzy robią zakupy, kiedy wystawcy dopiero rozkładają towar. Jeśli szukacie rzeczy konkretnej i rzadkiej, musicie być na miejscu razem z nimi, czyli o świcie. Jeśli szukacie po prostu ładnych przedmiotów w dobrej cenie, przyjdźcie na koniec: przed pakowaniem sprzedający wolą opuścić cenę, niż wieźć rzeczy z powrotem. Środek dnia jest dla spacerowiczów i to jest zupełnie w porządku, o ile wiecie, że jesteście spacerowiczami.
Jak się targować i nie spalić rozmowy
- Najpierw rozmowa, potem cena. Zapytajcie, skąd pochodzi przedmiot i z czego jest zrobiony. Sprzedający łagodnieją przy kupujących, których rzecz naprawdę interesuje.
- Nie zaczynajcie od ile pan zejdzie. Podajcie własną cenę, konkretną, o jakieś 30 procent niższą od wywoławczej. To otwiera negocjacje zamiast ich ucinać.
- Kupując kilka rzeczy u jednego wystawcy, negocjujcie cenę za całość. Pakiet zawsze schodzi lepiej niż pojedyncze sztuki.
- Miejcie drobne. Cena wynegocjowana na 40 zł płacona banknotem dwustuzłotowym psuje efekt i czasem cofa ustępstwo.
- Umiejcie odejść. Połowa moich najlepszych zakupów to rzeczy, po które wróciłem po godzinie, kiedy cena zdążyła dojrzeć.
Na co uważać
- Porcelana: sygnatury bywają domalowane. Prawdziwa sygnatura siedzi pod szkliwem, fałszywa daje się wyczuć opuszkiem palca.
- Srebro: szukajcie próby, nie napisu silver. Brak cechy nie przekreśla przedmiotu, ale przekreśla cenę jak za srebro.
- Meble: zapach stęchlizny i dziurki po kołatku oznaczają pracę na długie tygodnie. Da się z tym żyć, ale ma to kosztować odpowiednio mniej.
- Elektronika i zegary: bez możliwości sprawdzenia traktujcie jako niedziałające. Jeśli działa, to premia, nie założenie.
Trzy pytania, które słyszę najczęściej
Czy ceny na targu staroci są w ogóle niższe niż w internecie?
Na rzeczy popularne, jak winyle znanych zespołów, często nie. Przewaga targu leży w rzeczach nieopisywalnych, których nikt nie umie wystawić w sieci: pudło okuć, skrzynka kluczy, lampa bez marki. Tam trafiają się prawdziwe okazje.
Ile realnie schodzi z ceny?
Przy uczciwej rozmowie od 10 do 30 procent. Więcej pod koniec dnia albo przy zakupie kilku rzeczy. Jeśli ktoś schodzi o połowę bez walki, cena wywoławcza była z sufitu.
Co zabrać ze sobą?
Gotówkę w drobnych, torbę z uchwytami, gazetę do owinięcia szkła i latarkę w telefonie do zaglądania w sygnatury. Rękawiczki robocze, jeśli planujecie grzebać w skrzyniach z metalem.
I ostatnia rada: kupujcie rzeczy, które wam się podobają, a nie te, które mają kiedyś zyskać na wartości. Inwestowanie w starocie wychodzi nielicznym, a mieszkanie z przedmiotami, które się lubi, wychodzi każdemu.
Tomasz Lis
Kolekcjoner z kilkunastoletnim stażem na targach staroci i giełdach płyt. Ceny zna lepiej niż niejeden sprzedawca, a po okazje wstaje o świcie, żeby zdążyć przed tłumem. Zbiera stare narzędzia, mosiężne lampy i winyle, głównie polski jazz z lat siedemdziesiątych. Twierdzi, że najlepsze znaleziska trafiają się nie na targach, a przy okazji sprzątania cudzych strychów.


