Decoupage wygląda na technikę bez ryzyka. Papier, klej, lakier, nic ostrego, nic drogiego. Moja pierwsza szkatułka po dwóch godzinach pracy miała pofalowany motyw z trzema pęcherzami i smugi na całej pokrywie. Trzy nieudane próby później wiem, że cała robota rozstrzyga się przed przyklejeniem czegokolwiek.
Podłoże, czyli miejsce, w którym przegrałem pierwszy raz
Wziąłem szkatułkę z lat sześćdziesiątych, taką z ciemnym politurowanym wieczkiem, i przykleiłem papier bezpośrednio na starą powłokę. Papier trzymał się dobę, potem zaczął odchodzić brzegami, bo klej nie miał do czego się przyczepić. Politura jest zamkniętą, gładką warstwą i to jej zadanie, więc nie ma w tym niczyjej winy poza moją.
Dziś każde drewno przechodzi ten sam cykl: przemycie wodą z odrobiną płynu, przetarcie papierem o gradacji 180, odpylenie i dwie warstwy białej farby kredowej. Farby kredowe marek Daily Art, Renesans albo Cadence kryją stare drewno bez gruntowania i schną w godzinę. Biały spód jest niezbędny przy cienkim papierze, bo ciemne drewno przebija przez motyw i zamienia pastelowe kwiaty w brudną plamę. Tę jedną rzecz można było wyczytać z każdej instrukcji, a ja ją pominąłem, bo wyglądała na kosmetyczną.
Papier ryżowy kontra serwetka
Serwetki są tanie, dostępne w każdym sklepie i mają najwięcej wzorów, ale są trójwarstwowe i przy odklejaniu dwóch dolnych warstw rwą się w najgorszym możliwym momencie. Do tego przy nakładaniu kleju rozciągają się nierównomiernie i tak powstają fałdy, których nie da się już wygładzić.
Papier ryżowy jest droższy, arkusz kosztuje od 6 do 15 zł, i zachowuje się zupełnie inaczej: włókna wchłaniają klej, a brzegi wtapiają się w podłoże niemal bez śladu. Na zaokrąglonych powierzchniach, wieczkach z wypukłością i narożnikach to różnica między pracą przyjemną a walką. Zostawiłem serwetki do płaskich pudełek i tacek, a wszystko, co ma krzywiznę, robię z papieru ryżowego. Trzecia opcja, papier decoupage w arkuszach, wymaga moczenia i nadaje się do dużych płaszczyzn w rodzaju frontu komody.
Klej i lakier, czyli druga i trzecia porażka
Drugą szkatułkę zepsułem klejem. Użyłem zwykłego kleju szkolnego w sztyfcie, bo leżał pod ręką, i po tygodniu papier w dwóch miejscach odszedł od podłoża wraz z warstwą farby. Do decoupage idzie medium na bazie polioctanu winylu, przezroczyste po wyschnięciu, w rodzaju Mod Podge albo krajowych odpowiedników Pentart i Daily Art. Puszka 250 ml kosztuje 20 do 35 zł i wystarcza na kilkanaście przedmiotów.
Trzecia porażka to lakier. Nałożyłem akrylowy lakier w sprayu z odległości dwudziestu centymetrów, jednym grubym przejściem, i dostałem smugi oraz zmatowienie w miejscach, gdzie warstwa spłynęła. Prawidłowo idzie się cienko, z odległości 30 centymetrów, w trzech albo czterech przejściach, z półgodzinną przerwą między nimi. Ostatnia warstwa dopiero po dobie od naklejenia papieru, bo klej pod spodem musi odejść z wodą. Cierpliwość jest tu jedynym narzędziem, którego nie kupisz w markecie.
Jak wygląda czwarta szkatułka i co bym powtórzył
Stoi w salonie i po dwóch latach nie ma pęcherzy ani odchodzących brzegów. Zajęła trzy wieczory rozłożone na tydzień, głównie z powodu przerw na schnięcie, a materiały kosztowały mniej niż pięćdziesiąt złotych. Motyw wybrałem dopiero po pomalowaniu wieczka na biało, bo wtedy widać, jaki format naprawdę pasuje.
Zmieniłbym jedno: zacząłbym od czegoś płaskiego i mało cennego. Deska do serów, prosta tacka, drewniana ramka. Na płaskiej powierzchni każdy błąd jest widoczny i naprawialny, a na wypukłym wieczku szkatułki po babci naprawiać się nie da, bo papier zdejmuje razem z farbą. Kolejność ma znaczenie, o czym pisaliśmy też w tekście o renowacji starych mebli, gdzie ta sama zasada dotyczy szlifowania. Meble z lat siedemdziesiątych robiono tak, żeby przetrwały pokolenia, więc szkoda je psuć na nauce.
Michał Wieczorek
Naprawia to, co inni wystawiają do śmieci: meble, książki, ceramikę. Uczył się na własnych błędach i pierwszym rozklejonym krześle, które trzeba było składać trzy razy. Powtarza, że cierpliwość to jedyne narzędzie, którego nie da się kupić w markecie budowlanym. Najbardziej lubi znaleziska z lat siedemdziesiątych, bo wtedy meble robiono z myślą, że mają przetrwać pokolenia.


