Koniec sierpnia pachnie skoszonym zbożem i pieczonym chlebem. To sezon dożynek, a zaraz po nich ruszają jesienne jarmarki. Jeżdżę na nie, ale nie dla wieńców i przemówień, tylko dla tych kilku stoisk z boku, gdzie ktoś sprzedaje rzeczy zrobione własnymi rękami.
Dlaczego akurat teraz
Przełom lata i jesieni to moment, kiedy wieś świętuje zakończenie żniw, a twórcy wychodzą z zimowych warsztatów z pełnymi skrzyniami. Garncarze, tkaczki, pszczelarze i kowale zjeżdżają na te same imprezy, bo publiczność jest w dobrym nastroju i skora do zakupów.
Dożynki mają w sobie coś, czego brakuje na miejskim targu. Ludzie przychodzą całymi rodzinami, jest muzyka, jest zapach jedzenia z rusztu. Handel rękodziełem dzieje się jakby przy okazji, bez pośpiechu, więc twórca ma czas opowiedzieć, jak powstał jego wyrób. Ta rozmowa jest dla mnie połową frajdy.
Jak odróżnić rękodzieło od masówki
Nie każde stoisko z napisem handmade sprzedaje rzeczy robione ręcznie. Coraz częściej między prawdziwymi twórcami pojawiają się przekupnie z hurtowym importem przepakowanym w papier i sznurek. Nauczyłem się rozpoznawać różnicę po kilku drobiazgach.
Wyrób ręczny ma zwykle drobne nierówności: ceramika nie jest idealnie okrągła, szew na torbie lekko faluje, a dwie pozornie takie same świece różnią się odcieniem. Twórca potrafi wytłumaczyć technikę i materiał, a nie tylko podać cenę. Jeśli identyczne przedmioty leżą w stosie po dwadzieścia sztuk w tym samym kolorze, zwykle patrzysz na produkcję fabryczną, nie na rzemiosło.
Co przywożę i za ile
Ceny na jarmarkach bywają uczciwsze niż w miejskich sklepach z rękodziełem, bo znika marża pośrednika. Za ręcznie toczony kubek płacę zwykle 30 do 60 złotych, za lniany fartuch szyty na miejscu 80 do 150, a za słoik miodu prosto od pszczelarza mniej niż w delikatesach.
Najbardziej lubię wracać z rzeczami użytkowymi, które potem służą na co dzień. Drewniana łyżka, wełniane skarpety, deska do krojenia z lokalnego drewna. Za każdym razem pamiętam, kto to zrobił i gdzie kupiłem. Taki przedmiot ma historię, której nie da żaden sklep sieciowy, choćby był tańszy.
Zanim wsiądziesz w auto
Kalendarz dożynek i jarmarków najłatwiej sprawdzić na stronach gmin i lokalnych domów kultury, bo tam pojawiają się terminy, których nie ma w ogólnopolskich portalach. Wyjedź rano, bo najciekawsze stoiska rozchodzą się do południa, a twórcy przywożą ograniczone ilości.
Zabierz gotówkę w drobnych, bo nie każdy sprzedawca ma terminal, i własną torbę, żeby nie owijać zakupów w folię. A potem po prostu daj sobie czas. Najlepsze znaleziska trafiają się wtedy, gdy nie szukasz niczego konkretnego, tylko spokojnie chodzisz między stoiskami i słuchasz, co twórcy mają do opowiedzenia.
Michał Wieczorek
Naprawia to, co inni wystawiają do śmieci: meble, książki, ceramikę. Uczył się na własnych błędach i pierwszym rozklejonym krześle, które trzeba było składać trzy razy. Powtarza, że cierpliwość to jedyne narzędzie, którego nie da się kupić w markecie budowlanym. Najbardziej lubi znaleziska z lat siedemdziesiątych, bo wtedy meble robiono z myślą, że mają przetrwać pokolenia.


